Oto jak pomnik własnego miłowania
u sinych wód milczeniem stoję,
a dołem płyną trumny i posłania,
a górą czas i wielkie boje.
O źli, źli ludzie, jakie to wam było
ciało złowrogie, tępe takie złe,
o, jaka była ta kłamana miłość,
której nie starczy i na jedną łzę.
O źli, nieszczęśni czy w Bogu zapomniani,
tłumem wylegli nad przepaści brzeg,
nie dostający ciemnymi głowami,
nie uskrzydleni rytmem ciemnych serc.
Mroczne, mroczne wąwozy. To mi przed oczami
cień duchów jakichś mignie, to strzaskany krzyż,
to drogi stratowane trwogą i kołami,
nad grobowiskiem ziemi - nieba drżący liść.
Nie ma, nie ma powrotu, sine wody moje,
do zatopionych dziejów, które w was odbite.
Ja jestem posąg wasz i nad milczeniem stoję
skamieniałym - pragnieniem i żywym - granitem.
Nie ma, nie ma ucieczki. Na rozdartej ziemi
ten milion serc kalekich z mojej piersi krwawi.
Byli żywi, odeszli z słowami prostemi,
tych Bóg milczeniem zbawił.
Ale nam ziemia gorzka, twarda, nieudała.
Widzę was krew węszących, palących kościoły,
zdzierających z umarłych strzęp żałosny ciała,
zła trwogą i chciwością złączonych na poły.
Czuję stopy węszące ostatnie przymierze
i ciemność, która chlusta na to martwe złoto.
I jestem posąg czasu śmieszny - który wierzę,
choć nie ma znów powrotu, znów nie ma powrotu.
O, dziecko smutne, o ty zagubiony
w żalu najczystszym za wrót niedomknięciem,
którędy by duch przewiał natchnionym cyklonem
i wiarę święcił.
Ty gdzie odjeżdżasz, coś aniołów widział
w ludziach znużonych, co szli nad strumieniem,
i juz odbicia ich ujrazałeś światłem,
gdy były cieniem?
Gdzie chciałeś wyczuć pod dłonią kształt lawy,
która by w gemmy zastygła zwycięstw?
Czy gdzie sie bunt nie z ognia, a z małości stawał,
a z pieśni - wyciem?
Czy gdzie się wolność stawała skuwaniem
w imię powstałych, którzy kładli nowe spadli jak głowy?
Czyś ty nie widział, że w słabości wokół
nikt nie dopatrzył do końca przeznaczeń
i że za mały, by stanąć na cokół
wojownik płacze?
A wiesz, że mędrców i magów spełnienia
to niebo było czynione przez człeka,
by trwał dla celu, szedł, jak idzie-cieniem,
czekał, jak czeka!
I wiesz, co miłość - jeśli tylko sobie?
co znaczy przemoc, jeśli tylko zemstą
za krzywdy, których nie wydrze i spowiedź,
aż staną klęską?
O, dziecko smutne, ty nie dopełnione
człowiekiem - jakby nie spełnione życiem.
Cóż to rzeźbienie, jeśli tylko w marmur
marmuru ryciem?
Cóz to pod snami jak pod palcem czułym
znajdziesz, gdyś człowiek przez ciało i ruchy,
kiedy cię smutkiem w kamieniu wykuły
najczystsze duchy?
Nie płacz i pojmij prawo, które mija
i pojmij sen, a tając pojmowanie, uczyń
żywy grom w głazie jak ręka niczyja,
co żyjąc - uczy.
21. III. 1942r