Te dni są małym miasteczkiem zdarzeń.
Znam świat na pamięć,
na pamięć znam każdą gwiazdę i ból wieków,
rzeczywistość granitową co dzień.
Nie żyję w mieście i krajach globów,
żyję w ogrodzie
przekwitłych uczuć zwierzęcych i pragnień.
Ja: rozstrzelany po tysiąckroć żołnierz stuleci,
z sercem na bagnet brata nakłutym,
nie czekam. Za wzgórzami czasu nabrzmiewa nowy atak.
Odważnie nie wiem końca i początku świata. Kiedy mnie jak boga - przez
tysiąclecia nie znanego - wyklęto,
znam drogę krzyżowej mądrości - obojętność.
czerwiec 1940
Dzień wróbli i jasności!
W dzbanuszkach małych ptaszków
świat się ustał miłością,
niefrasobliwą łaską.
Na wyciągnięcie ręki
mam czystość ich, puszystość
jakbym dotykał ciebie
gałęzią ich- wielolistną.
Niebo się ziemi skłania
leżąc śniegiem na drzewach
oczy mrużysz, zasłaniasz
piórka w blasku nagrzewasz.
Nie zerwiesz się, nastroszysz
ciepło ptasiego futra
odpowiesz wróblim głosem
w moją ciemność - malutka.
Bo w tym śniegu ludzie -
- my z czarnymi sercami.
Ziemio przez nas zabita,
rzeszą tych ptaków czystych
Módl się za nami!
2.I.43